czwartek, 1 listopada 2012

4. Szkoła Pozorów i dużo cierpienia.

Wakacje, które poprzedzały pójście do pierwszej klasy gimnazjum były naprawdę rewelacyjne. Najwięcej wolnego czasu, spędzałam z tym chłopakiem, który niespodziewanie stanął mi na drodze i z Dorotą. Dużo się śmialiśmy i wygłupialiśmy, od czasu do czasu chodziliśmy na boisko. Z dnia na dzień zacieśniałam z nim swoje relacje, zaczęłam mu się zwierzać o wszystkim mówić. Ufałam mu. Pewnego dnia nazwał mnie swoją najlepszą przyjaciółką. Pamiętam jak się cieszyłam, kiedy mi to powiedział. Byłam pewna, że poradzę sobie w gimnazjum. Codziennie powtarzałam sobie, że wystarczy być tylko sobą i nikogo nie udawać. Prawdą było, ze nie umiałam udawać, jeżeli coś było nie w porządku, nie bałam się o tym powiedzieć. Przed pójściem do gimnazjum byłam odważną, pewną siebie, rozgadaną i wiecznie uśmiechniętą optymistką. Jednak po przekroczeniu progów nowej szkoły wszystko miało się zmienić raz na zawsze. Szkoła Pozorów, tak nazywałam nowe miejsce mojej edukacji, które było dla mnie więzieniem. Nie potrafiłam się tam odnaleźć, z dnia na dzień bałam się cokolwiek mówić, żeby się nie skompromitować. Czułam się odrzucona. Pamiętam, że wtedy myślałam, że każdy tak naprawdę sobie nie radzi, tylko gra kogoś kim nie jest, żeby wybić się na przód. Dzisiaj myślę, że to chyba raczej ja nie potrafiłam się oswoić z nowym miejscem, ale wystarczyło tylko jakoś spróbować się z kimś zakolegować, a nie już po miesiącu odgradzać się od wszystkich murem kolczastym. Dopuszczałam wtedy do siebie tylko dwie osoby, którymi była Dorota i Ania - szkolna gwiazda, która w tamtym czasie mocno podupadała. Ludzie wyśmiewali ją za jej poglądy, o których nie bała się głośno mówić. Ubierała się na czarno, całymi dniami przesiadywała w piwnicy, pisała wiersze, a później zacięła się ciąć. Tak jak ja była fanką Michaela. Kiedyś wyobraziłabym sobie po prostu, ze Michael jest przy mnie, opowiedziałabym mu wszystko, zrobiłoby mi się lżej i na pewno wiedziałabym co mam robić. Tylko wtedy było inaczej. Moim guru była Ania, obserwując ją, zaczęłam brać z niej przykład. Zaczęłam się ubierać na czarno, razem z nią przesiadywałam z piwnicy i zaczęłam pisać wiersze, co było jedyną rzeczą, która późnej tak naprawdę wyszła mi na dobre. Po jakimś czasie moja przyjaciółka, Samotność, wróciła, ale w takim świetle w jakim jej nigdy nie znałam. Przyniosła mi lekarstwo na wszystkie moje smutki, mimo że obiecywałam sobie, że nigdy tego nie zrobię. Ale robiłam to. Codziennie na moim nadgarstku była co najmniej jedna czerwona kreska. Później brakło mi miejsca, więc zaczęłam ciąć łydki. Dlatego dzisiaj nie zakładam krótkich spodenek, dla mnie te blizny wciąż tam są, mimo że ich tam nie ma. Każdy z nas ma jakąś rutynę. W moim przypadku ta rutyna wyglądała właśnie tak. Nic nie zapowiadało na zmiany ku lepszemu. Ale zmiany zaszły, ku gorszemu..

Księżniczka pewnego dnia, umilkła. Zamknęła wszystkie drzwi do swojego zamku, nikogo do siebie nie wpuszczała  twierdząc że jest bezużyteczna. Ludzie nie wiedząc co jej dolega, wezwali najlepszych lekarzy, ale oni tak naprawdę tylko ją zabijali, chcąc, aby Księżniczka zrzekła się korony. Bili ją, ranili ostrzem. Nikt o tym nie wiedział, bo Księżniczka milczała. Zaczęła bać się ludzi. Kolorowe szaty zamieniła na czarne łachmany, a włosy, spięła w niedbały kok. Przestała o nie dbać. Była zrozpaczona, nie wiedziała co zrobiła źle, że ludzie chcą jej śmierci..

3. Michael - i wszystko od razu stało się piękniejsze.

W wakacje, po których miałam iść do szóstej klasy, stały się dwie rzeczy. W czerwcu umarł Michael Jackson. Cały świat poczuł wstrząs. Ja też, mimo że nigdy nie słyszałam żadnej jego piosenki. Ale pamiętam, ze pewnego dnia, kiedy obejrzałam jego teledysk, wiedziałam, że to człowiek, obok którego nie przejdę obojętnie. Z dnia na dzień odkrywałam niezwykłą platoniczną więź, która moim zdaniem, łączyła mnie i jego. Przeczytałam wszystko na jego temat, obsesyjnie słuchałam jego piosenek, później uczyłam się tańczyć tak jak on, a nawet podobnie się ubierać. W sierpniu się przeprowadziłam na osiedle, które przez wszystkich jest powszechnie nazywane Parcelą. Postanowiłam coś w sobie zmienić. Zaprzyjaźniłam się z Hubertem, który mieszkał niedaleko mnie, zacieśniłam więzi z Dorotą. Stałyśmy sobie bliższe niż kiedykolwiek. No i była jeszcze moja kuzynka, Andżela. Wszyscy trzymaliśmy się razem. Bawiliśmy się w wymyślne zabawy. Czułam, że wszystko nareszcie nabiera sensu. Mogłam też z czystym sumieniem pozbyć się Samotności, której towarzystwo zaczęło mi ciążyć. Zamiast tego pojawił się Michael. Moja droga szła ku słońcu, aż pewnego dnia ktoś mi na niej bezczelnie stanął i to akurat wtedy, kiedy kończyłam ostatnią klasę podstawówki. Był inny niż wszyscy. Przeklinał, nie przejmował się zdaniem innych. Jego ulubionym zajęciem było wyśmiewanie się ze wszystkich. Nie wiem skąd się wziął, naprawdę. Wyrósł jak z podziemi. Modliłam się tylko, żeby mnie nie zauważył. Ale moje modlitwy nie zostały wysłuchane. Dostrzegł mnie, a wraz ze mną moje słabości. Wszyscy nagle zaczęli się ze mnie śmiać, ze słucham Michaela, a ja broniłam swojego zdania i jego, jak lwica broni swoich młodych, albo i jeszcze bardziej zaciekle. Przez tego kogoś, kto tak niespodziewanie pojawił się w moim życiu wylałam chyba milion hektolitrów łez, od początku naszej znajomości. Cholernie burzliwej znajomości. Szóstą klasę wspominam najlepiej, sama nawet nie wiem czemu, ale to był jeden z najlepszych czasów w moim życiu, mimo że każdy bacznie mnie obserwował i wiecznie się ze mnie naśmiewali, bo Michael to, Michael tamto. Wiedziałam już jaka chce być. Asertywna, pewna siebie, odważna i zawsze dążyć do upragnionych celów. Moje relacje z innymi się bardzo poprawiły, tylko że wszyscy mieli do mnie dystans, bo uważali mnie za wariatkę, ale to mi nie przeszkadzało. W sumie każdy ma jakąś prywatną szajbę, ale jej nie ujawnia. Ja jednak wyszłam z nią do ludzi i nie żałuje.

Księżniczka po wielu nieprzespanych nocach, postanowiła się zmienić. Z czasem znowu w królestwie zapanował spokój i rozbrzmiewał wesoły śmiech. Jej włosy nadal były dla niej najważniejsze, ale wiedziała, ze nie może przywiązywać wagi tylko do nich. Ludzie ją pokochali na nowo, z wzajemnością.

2. Z przyjaznego nastawienia w pychę i egoizm.

W wieku pięciu lat poszłam do przedszkola. Jedyne co tak naprawdę pamiętam, to pierwszy dzień. W pamięci utkwiło mi najbardziej to, jak praktycznie każde dziecko płakało za swoją mamą. Ja byłam jakaś twarda, nie uroniłam ani jednej łezki, mimo że w środku miałam nieodpartą ochotę znaleźć się już w domu. Z przedszkola codziennie odbierała mnie mama. No i kłóciłam się z Adrianem, co nie minęło do dzisiejszego dnia. Oboje się nie cierpimy, ale jakoś za specjalnie mi to nie przeszkadza. Nigdy nie zmuszę się, żeby go lubić. Bardzo szybko odnalazłam się w nowym miejscu, zabawa z innymi dziećmi nawet mi się podobała. Samotność odeszła w kąt na bardzo długo. W pierwszej klasie podstawówki było nas siedmiu. Ja, Dorota, Dominika, Michał, Marcin, Sebastian i Adrian. Pamiętam, ze siedziałam na początku z Dorotą, ale że ona, jako dzikie dziecko w tamtym czasie, nakrzyczała na mnie, ze zajmuje za dużo miejsca w ławce, postanowiła namalować granice, markerem. Kiedy pani to zobaczyła bez wahania przesadziła mnie do Marcina, a ją do Michała. Marcina polubiłam od początku, bardzo lubiłam z nim siedzieć. Pamiętam, ze zawsze mi coś zabierał. Tylko od drugiej klasy zaczęliśmy się cholernie kłócić i tak było do prawie szóstej klasy. Naprawdę nie pamiętam o co nam zawsze szło. Pewnie o jakieś głupstwa i pewnie to ja zaczynałam. Z wiekiem robiłam się coraz bardziej konfliktowa. Lubiłam się kłócić, mówiłam to co mi ślina na język przyniesie, nie zastanawiając się nad tym, czy kogoś tym zranię czy nie. Robiłam się egoistyczna. Pamiętam, że w piątej klasie nikt nie chciał ze mną trzymać, poza Dorotą i Dominiką, bo tylko je dobrze traktowałam. I wtedy pojawiła się po raz pierwszy, Samotność. Chciałam się zmienić, ale nie wiedziałam od czego mam zacząć. 

I tak księżniczka o złocistych włosach, była podziwiana przez wszystkich, jednak bardzo szybko popadła w pychę i egoizm. Nic dla niej się nie liczyło, tylko jej złociste włosy. Jej rządy stawały się despotyczne i niesprawiedliwe. Ludzie przestali ją kochać, zaczynali jej nienawidzić, z wzajemnością.

1.Beztroskie dzieciństwo. Księżniczka o magicznych, złocistych włosach.

Kiedy jest się dzieckiem, żyje się w swoim małym, zamkniętym świecie, otoczonym zabawkami i małą garstką przyjaciół z piaskownicy, jednak w moim przypadku, było troszeczkę inaczej. W tamtym czasie miałam tylko jedną przyjaciółkę. Jest mi oddana do dzisiaj, nigdy mnie nie zawodzi, doskonale mnie rozumie. Jej imię to Samotność. Kiedy jednak byłam czteroletnią dziewczynką, nie znałam jej imienia. Brak towarzystwa mi nie przeszkadzał, bo nie wiedziałam, ze można jakoś inaczej. Wolny czas spędzałam na zabawie, jak każde dziecko. Pomagałam mamie, zrywałam kwiatki, rysowałam, a kiedy było lato, wstawałam wcześnie rano i biegałam na boso po rosie. Uwielbiałam nosić sukienki i związane włosy. W późniejszym czasie jeździłam z tatą na działkę. Chodziłam do dziadków, którzy mieszkali niedaleko. Tam też potrafiłam się czymś zająć. Tak mijał mi wtedy czas, na wiecznej zabawie, jak każdemu dziecku w wieku czterech lat. Pewnego razu jednak odkryłam w sobie, coś co wydawało mi się niezwykłe. Zaczęłam bawić się myślami. Wyobrażałam sobie różne rzeczy, na przykład to, ze jestem księżniczką. Od tamtego momentu, każdego wieczoru siadałam na schodach i puszczałam myśli gdzieś daleko. Już wtedy, jako czteroletnia dziewczynka, przeczuwałam, ze moje życie będzie burzliwe i pełne niespodzianek. Po prostu to czułam. Obiecałam sobie, że będę najbardziej sprawiedliwą księżniczką, jakiej jeszcze nigdy nie miał świat. Moje rządy będą rozsądne, a kierować się będę dobrem innych. 

Więc od tamtej pory świat miał poznać księżniczkę, o pięknych złocistych włosach, które lśniły niezwykłym blaskiem. Wszyscy mieli się nią zachwycać, mieli ją kochać i ona miała kochać wszystkich. A jej piękne włosy miały rosnąć i zachwycać każdego dnia bardziej tych, którzy je oglądali. Miały leczyć smutki i troski. Miały przywracać uśmiech na twarz każdego strapionego.